Jak typowi Holendrzy, kiedy tylko zblizyl sie dzien urodzin krolowej, zamiast walic do Amsterdamu ucieklismy do Francji. Tyle, ze nie zatrzymalismy sie na pierwszej plamie slonca i zakotwiczylismy tam na dluzej, ale przepchnelismy sie przez Reims i okolice Paryza i dotarlismy nad Loare. Tam udalo nam sie porzadnie obejrzec trzy zamki (Chambrod, Loches i Chaumont) i z daleka lub bliska zobaczyc z dziesiatke innych. Niestety nie dostalismy sie do slynnego Chenancoaux, ale kolejka do kasy wygladala z lekka przerazajaco, wiec tam tylko zjedlismy lunch skladajacy sie z bagietki, sera i wina siedzac nad rzeka w otoczeniu innych piknikujacych Francuzow i ruszylismy dalej. Dzieki temu zalapalismy sie na wystawe wspolczesnych ogrodow w Chaumont otwarta prawie na nasz przyjazd bo tylko dzien wczesniej.

Kliknij na zdjecie, zeby powiekszyc.